26.12.2014

Pomyłka

Pierwsze spotkanie z kadrą zaczynam dokładnie za pół godziny. Przedtem muszę jeszcze tylko odwiedzić pokój trenerów, o co prosił mnie Stephane.
- No to zaczynamy – mówię pokrzepiająco do swojego odbicia w lustrze.

Przemierzam korytarz w stronę pokoju 424, gdzie jak twierdzi recepcjonistka, mieszka Antiga i Blain. Pukam delikatnie, po czym naciskam klamkę i wchodzę do środka.
- Jezu Chryste! - wykrzykuję, widząc Karola Kłosa w samych bokserkach, który zastyga z jedną ręka uniesioną do góry.
- O Pani psycholog, no witam – uśmiecha się i prostuje.
- Przepraszam, ogromnie przepraszam, byłam święcie przekonana że to pokój trenerów – zaczynam się tłumaczy, czerwona jak dojrzały burak na wiosnę.
- A nie, to na końcu korytarza, pokój po prawej – śmieje się.
- Karol co ty za damski pisk z siebie wydajesz, znowu zobaczyłeś pasikonika? - zostaję bezceremonialnie walnięta w lewe ramię drzwiami od łazienki, które otwiera jego współlokator zaniepokojony najwidoczniej moimi wrzaskami.
- Nie Andrzejek, tym razem to nie ja tylko nasza Pani psycholog. Przywitałbyś się ładnie, niewychowany ty - kręci głową z dezaprobatą.
- Cześć, Andrzej jestem – uśmiecha się poprawiając ręcznik, który ma na biodrach i posyłając przy tym Karolowi mordercze spojrzenie. Boże jedyny, on jest w samym ręczniku!
- Cześć –odpowiadam speszona, trzymając się za bolące ramię - Chyba na mnie już czas – rzucam i odwracam się napięcie.
W całym tym stresie rezygnuję z dalszych poszukiwań w obawie do jakiego pokoju trafię następnym razem i co w nim zobaczę. Schodzę na dół do sali konferencyjnej. Wkrótce zjawiają się pierwsi kadrowicze, obrzucając mnie ciekawskim spojrzeniem. Kiedy wszyscy są już na miejscu, wychodzę na środek.
- Dzień dobry - uśmiecham się i proszę Boga żebym się w jakiś sposób nie zbłaźniła. Jeden raz jest jak najbardziej wystarczający.
- My się już dzisiaj widzieliśmy – rzuca wesoło z końca sali Karol, co wywołuje fale ciekawskich spojrzeń rzucanych to na niego to na mnie. Świetnie.
Kiedy kończę swój wywód, nie widzę przesadnego entuzjazmu na ich twarzach. Ich mimika wskazuję raczej że zastanawiają się po jaką cholerę ja tutaj jestem. Jak tak dalej pójdzie, pewnie sama będę sobie zadawać to pytanie.
- Jeśli macie jakieś pytania albo pomysły, to się nie krępujecie. To na tyle, dziękuję – wymuszam uśmiech i kończę. Nie ma pytań, za to wszyscy podrywają się energicznie ze swoich miejsc, najwidoczniej dziękując Bogu że to już koniec i mogą wrócić do treningu, by złapać formę co jest teraz dla nich rzeczą najistotniejszą.
- Nie martw się – Antiga podchodzi do mnie i obejmuje ramieniem – muszą się z tym oswoić, ale będzie dobrze, zobaczysz.
- Oby miał trener rację. Przepraszam że nie przyszłam przed spotkaniem, ale... miałam pewne problemy ze znalezieniem pokoju - wyjaśniam.
- W porządku, chciałem ci tylko dać strój reprezentacyjny, no i powitać na pokładzie – uśmiecha się serdecznie, przepuszczając mnie w drzwiach.

Ja ich nawet rozumiem, każdy ma opory żeby otworzyć się przed drugim człowiekiem, do tego zupełnie obcym i to przeciwnej płci. W dodatku to są sportowcy, a oni zazwyczaj do otwierania się i powiedzenia co ich boli są jeszcze mniej skorzy niż przeciętna jednostka. Podsumowując, zaczynam poważnie zastanawiać się czy ten cały pomysł z moim pobytem na zgrupowanie wypali i czy jest sens w ogóle rozpakowywać walizkę, skoro lada dzień mogą mi podziękować za współpracę. Przez pierwsze kilka dni nie mam nic do roboty, poza godzinnymi sesjami z drużyną, na których bezsensownie się produkcję, a większość ze zgromadzonych kadrowiczów nerwowo spogląda na zegarek wiszący na ścianie. Pod koniec tygodnia mam dość i zamierzam skapitulować. Może to ja jestem problemem i przeceniłam swoje możliwości licząc że uda mi się złapać z nimi nić porozumienia? Kiedy domykam wieko walizki i zamierzam oznajmić Antidze że odchodzę i przyśle kogoś na swoje miejsce, jeżeli zechce, słyszę pukanie do drzwi.
- Tak? - pytam z zaciekawieniem spoglądając w ich stronę.
- Dobry wieczór Pani psycholog, wiem że dość późno na wizytę indywidualna, ale można?
- Jasne – odpowiadam, zszokowana że jednak którychś z nich postanowił zrobić w moja stronę pierwszy krok – i już mówiłam że jestem Michalina – dorzucam z uśmiechem, dostrzegając nikłe światełko w tunelu. Może jednak coś z tego będzie.

1 komentarz:

Layout by Yassmine