Ostatni tydzień w Spale przed
Mistrzostwami przebiega intensywnie. Chłopaki wylewają siódme poty
na siłowni, na przemian z treningami na hali, statystycy mają pełne
ręce roboty, trenerzy skrupulatnie układają grafik z dnia na
dzień, fizjoterapeuci pracują do późna i mam wrażenie że tylko
ja się obijam. Na razie oprócz rozmów z poszczególnymi graczami
niestety niewiele mogę zrobić.
W Spale ciężko znaleźć sobie jakieś
kreatywne i czasochłonne zajęcie. Tak więc dzisiaj postanawiam
wpaść do chłopaków na trening. Podawać im piłki, ręczniki,
wodę czy cokolwiek innego, żeby w końcu nie czuć się jak piąte
koło u wozu. W tempie niemal błyskawicznym okazuje się, że jednak
moja osoba na hali to nie było takie świetny pomysł jak mi się
jeszcze przy śniadaniu wydawało. Gdy tylko zamykam za sobą drzwi i
podchodzę do kosza z piłkami czuję mocne uderzenie z boku głowy,
po czym następuje zupełna ciemność.
- Uszkodziłeś nam Panią psycholog –
ten przerażony głos chyba należy do Igły.- Nie uszkodziłem, to znaczy... nie chciałem przecież. Boże, Michalina nie wygłupiaj się – czuję lekkie szarpnięcie za lewe ramię.
- Ej, a jak faktycznie coś jej się stało? Stephane cię zamorduje - słyszę Karolka nad swoją głową.
- Dzięki za wsparcie...
- Dostała piłką która leciała
jakieś 100 kilometrów na godzinę, to co ja mam Ci powiedzieć?
- Wszystko jest ok – mamroczę, otwierając oczy.
- Jezu, nic ci nie jest – Andrzej
wzdycha ciężko, jakby właśnie spadł mu ogromny kamień z serca,
co oznacza że to on znokautował mnie przed chwilą piłką.
- Poza tym że widzę cię podwójnie,
powinnam przeżyć – próbuję się podnieść z parkietu.
- Hej, hej, hej a ty gdzie? Już,
leżeć mi tutaj – jednym ruchem ręki Karol kładzie mnie z
powrotem na ziemię.
- Trzymaj – Igła przykłada mi
worek lodu do głowy. Dostrzegam że wokół mnie zebrali się chyba
wszyscy obecni na hali. Ok, czuję się jak największa lokalna
atrakcja 'Tylko dzisiaj! Michalina Górecka, suma wszystkich
nieszczęść. Przyjdź i zobacz to sam!'
- Ale cię ścięło... –
relacjonuje Kubiak, pochylając się lekko nade mną.
- I musiałaś dostać akurat od
tego, który zawsze ma najgorszego cela – dorzuca Winiar rozbawiony.
- Tak jest, nie miejcie litości.
Dobijcie człowieka...– mruczy urażony Wrona gdzieś z boku.
- Widzisz Michał ja właśnie mam
takie szczęście w życiu – uśmiecham się lekko, dociskając
mocniej worek do skroni.
- Miśka, tak w ogóle to jak ty się
tutaj znalazłaś? Przez calutki miesiąc, odkąd
tutaj jesteś, ani razu nie zawitałaś na halę. Zgubiłaś się czy
jak? - dopytuje Fabian.
- Nie, tylko... chciałam wam jakoś
pomóc – mamroczę – zresztą nieważne – ucinam, widząc
ich miny.
Na dzisiaj mam już dość hali, piłek
i siatkówki. W drzwiach mijam się z Stephanem który, jak cała
reszta, jest mocno zdziwiony moim widokiem.
- A co ty tutaj... - zaczyna.- Już nic – przerywam mu machnięciem ręki.
Resztę dnia postanawiam spędzić w pokoju, żeby nie kusić losu. Budzi mnie głuchy huk, a kiedy otwieram oczy, widzę zestresowaną twarz Andrzeja i uśmiechniętego od ucha do ucha Karola.
- Pokoje wam się pomyliły? - pytam.
- Pukaliśmy, ale nie otwierałaś i Andrzejek trochę spanikował że coś ci się stało – Kłos wyjaśnia pospiesznie.
- I żeby sprawdzić czy żyje, postanowiliście zdemolować mi pokój, zaczynając od tego? - wskazuję na krzesło, które Karol właśnie podnosi z podłogi.
- Nie, to było akurat przypadkiem, bo Kłos jest niezdarny...
- Oj tam od razu niezdarny, niezdarny. Po prostu to krzesło jest jakieś takie niestabilne, lekko tylko go trąciłem i już było na ziemi - rozkłada bezradnie ręce – No, ale skoro już ustaliliśmy, że wszystko z tobą w porządku, to przyszliśmy ci powiedzieć że wieczorem robimy bezalkoholowy i dietetyczny grill, który może okazać się najlepszą imprezą na jakiej kiedykolwiek byłaś - stwierdza Karolek - Ja się już zbieram, bo jestem głównym organizatorem, także tego... - dorzuca, zmierzając w stronę drzwi – Andrzej, chyba nie sądzisz że cię zostawię z Panią psycholog samego? Już raz dzisiaj ledwo uszła z życiem. No chodź, szaszłyki same się nie zrobią – gestem ręki ponagla swojego współtowarzysza.
- Możesz w końcu przestać! - Andrzej wydziera się na niego idąc w stronę wyjścia
- Oj jakiś ty się wrażliwy ostatnio zrobił... My się widzimy za godzinę na dole – celuje we mnie palcem, po czym wypycha z pokoju Wronę i zamyka za sobą drzwi.
Czemu to takie krótkie i tego tak mało? A może ja bym chciała więcej?
OdpowiedzUsuń